Polowanie na UAZa

Polowanie na UAZa

Temat przeciąga się coraz bardziej, ciągle pytacie mnie „Co z uazem?” więc czuję się zobowiązany dokładnie opisać wam całą sytuację. Zaczniemy od początku.

Od dawna podobały mi się już różne radzieckie graty i myślałem o kupnie ŁuAZa 969M / 1302, UAZa 469b / 31512 lub nawet UAZa 452 „Buchanka”. Nigdy jednak do kupna radzieckiego złomu nie doszło, głównie ze względów finansowych i prostego pytania „a na ciul mi to”.

Sytuacja trochę się zmieniła pod koniec 2018 roku gdy bez wyraźnego powodu ustawiłem na streamie (wtedy jeszcze na YouTube) cel donacji pt „Jak uzbieram tyle do końca roku to kupuję pieprzonego UAZa”. Kwotą docelową było 7777 złotych za którą można kupić kundla na chodzie lub rasowy egzemplarz do poważniejszego remontu. Pomysł z jakiegoś dziwnego powodu na tyle wam się spodobał że cel został osiągnięty już 20 grudnia a rok zamknąłem z kwotą mniej więcej dwukrotnie większą niż zakładana.

No to może wóz propagandowy?

Przeglądając w przeróżnych miejscach różne oferty, jeszcze w listopadzie 2018 roku trafiłem na przetarg w Agencji Mienia Wojskowego gdzie między innymi można było kupić ciekawą rzecz – „Urządzenie rozgłoszeniowe na samochodzie UAZ 452 ALT-V z częściowym wyposażeniem”. W ofercie widniały tylko dwa zdjęcia a moja zbiórka dopiero się zaczęła, mimo tego postanowiłem że spróbuję.

Swoją drogą – cudny garaż. UAZ, KrAZy, kilka Starów 660 i tym podobnych. Wszystko zakurzone ale kompletne i teoretycznie sprawne. Zdjęcie jest własnością Agencji Mienia Wojskowego.
Na dachu były potężne głośniki które w „stanie spoczynku” wiszą sobie w tylnej części samochodu. Zdjęcie jest własnością Agencji Mienia Wojskowego.

Skontaktowałem się z Agencją. Okazało się, że egzemplarz nie do końca jest taki rasowy. Biały pas i napis „MILICJA” nie był oryginalny a naklejony rok czy dwa wcześniej z okazji jakiejś inscenizacji czy udziału w filmie. Nie służył więc prawdopodobnie do majestatycznego kursowania po mieście i głoszenia samej prawdy i tylko prawdy z szumofonów na dachu. Samochód był za to kompletny i raczej sprawny. No cóż – trzeba jechać obejrzeć. Pojechałem zatem do pewnej jednostki na Dolnym Śląsku gdzie w fantastycznym garażu pełnym wojskowych gratów stała rzeczona rozgłośnia.

Wnętrze „Urządzenia rozgłoszeniowego na samochodzie UAZ 452”. Zdjęcie własne.

Nie jestem jakimś specjalistą czy mechanikiem ale po pobieżnych oględzinach typu silnik na miejscu, masa dziwnego szpeju w środku (łącznie np. z agregatem prądotwórczym), zdrowa rama i właściwie brak korozji gdziekolwiek co jest niejako sporą rzadkością przy radzieckim sprzęcie mającym tyle lat na karku. Biere. Wróciłem do domu, wpłaciłem wadium, naskrobałem ofertę i wysłałem ją gdzie trzeba. Zastanawiałem się też nad napisaniem pisma gdzie prosiłbym o zachowanie chociażby skorup większości sprzętu w środku – część miała zostać zdemontowana, uzasadnić chciałem to miałem chęcią rejestracji jako zabytek i zachowania auta w oryginale. Niestety okazało się że z kwoty wywoławczej 6500zł netto końcowo zrobiło się 12 351zł netto. Nie muszę chyba dodawać, że moja oferta była nieco mniejsza od tej zwycięskiej. No trudno.

Chemiki

W styczniu 2019 roku trafiłem na kolejną ciekawostkę – 5 UAZów z zestawami do rozpoznawania skażeń prosto z AMW czekających na zdemilitaryzowanie i sprzedaż w pewnej podwarszawskiej firmie. Od razu pojechałem je obejrzeć.

Dwa z pięciu UAZów „Chemików” w TDM pod Warszawą. Tego z prawej prawie kupiłem. Zdjęcie własne.

Dowiedziałem się z grubsza, że auta są w dobrym stanie, dawno nie jeździły i można je kupić wyprute z wyposażenia taniej lub, jeśli się szybko zdecydować, z oryginalnym wyposażeniem poddanym demilitaryzacji – czyli pozbawieniu cech bojowych. Oznaczało to popsucie wyrzutni NSCH i wyrzutni chorągiewek oraz wyprucia bebechów z wojskowej radiostacji. Ta opcja już niestety była droższa, ale pakiet ciekawostek był bardzo… ciekawy:

  • Radiostacja R-123Z z blokiem zasilania
  • Automatyczny sygnalizator skażeń GSP-11
  • PPCHR (teraz jak szukam w googlach to nie wiem do końca co to jest)
  • Zestaw meteorologiczny Trietiakowa
  • Zestaw ręcznych znaków ostrzegawczych
  • Wyrzutnia chorągiewek z chorągiewkami
  • Stojak z pulpitem sterowania
  • PChR-54M (zestaw do pobierania próbek – ciekawostka: mam takich kilka, nie pytajcie po co mi bo sam nie wiem)
  • Urządzenie do obserwacji wybuchów jądrowych POW-1
Gdy je oglądałem miały jeszcze pełne wyposażenie do rozpoznawania skażeń. Dziś taki kompletny „chemik” to już rarytas pełną gębą. Zdjęcie własne.
Pasażer mógł obsługiwać wyrzutnię chorągiewek informujących o skażeniu i jeszcze czegoś o dziwnej nazwie. Zdjęcie własne.
Chorągiewki zmagazynowane pod dachem – na dole zdjęcia widać ich wyrzutnię. Zdjęcie własne.

Nie skłamię mówiąc że trochę się zachwyciłem autami i całym tym miejscem. Mógł na to wpłynąć zestaw czołgów i aktualnie przechodzący demilitaryzację BRDM stojący na środku placu. Ponadto auta były w fantastycznym stanie (przebiegi rzędu 7000 – 9000km) i jedyną ich wadą było to że długo stały. Niestety w przypadku takich samochodów to tylko wróży same problemy ale jak to mówią – nowe to masz pan w salonie. Po rozmowie z panią Ewą (i negocjacjach, niestety nieco mniej udanych niż te w wykonaniu Mike Brewera) zdecydowałem się wstępnie na konkretny egzemplarz z kompletnym ale zdemilitaryzowanym wyposażeniem i umówiliśmy się że przemyślę temat i zadzwonię jak się zdecyduję. Ewentualnie oni zadzwonią gdy wcześniej pojawi się jakiś inny chętny na ten egzemplarz. Przy czym spieszyć się z decyzją specjalnie nie trzeba – mieli aktualnie rozgardiasz związany z przeprowadzką a auta dopiero przyjechały i jeszcze nie były nigdzie wystawione na sprzedaż.

Po jakimś czasie, wstałem wcześnie rano o 10 i po spojrzeniu na telefon widziałem nieodebrane połączenie. UAZ został sprzedany komuś innemu.

Co ciekawe, tego samego dnia pewien facet wrzucił na pewną grupę na FB zdjęcie nowego nabytku – właśnie tego konkretnego samochodu – wciąganego na lawetę. No trudno – mogłem się zdecydować odpowiednio wcześniej.

Tydzień później wrzucił kolejnego posta – rozsypał mu się silnik.

Niekończąca się opowieść

Luty 2019 – wtedy pojechałem na Podkarpacie obejrzeć auto o którym słyszałem już wcześniej a które znajomy składał u siebie dla pewnego klienta. Ten ponoć zaczął wymyślać i się rozmyślił więc auto było znów na sprzedaż. Auto aktualnie było po remoncie kapitalnym silnika, ramy i zawieszenia. Miało nowy wydech, nowe, oryginalne rosyjskie opony i karoserię w trakcie remontu blacharskiego.

Tak wyglądał pacjent gdy pierwszy raz go zobaczyłem. Kot nie był częścią zestawu. Zdjęcie własne.
Kierownica tymczasowa do „jazdy po placu” dodaje sportowego zacięcia. W tle przyczajona Mazda. Zdjęcie własne.

Samochód miał być robiony na koszerny oryginał – wszystko tak jak wyszedł z fabryki. Naczytawszy się jednak o nich wystarczająco dużo, zdecydowałem się na drobne modyfikacje – zmiana hamulców na tarczowe, montaż klamek z zamkami oraz założenie pasów bezpieczeństwa. Reszta miała zostać fabryczna, planowałem zarejestrować to cudo jako pojazd zabytkowy i dostać prestiżowe żółte blachy. Porozmawialiśmy chwilę przy herbacie i zdecydowałem się na kupno. Na razie słownie – jak skończy to przyjadę, zobaczę i kupię. Pisałem jeszcze z gościem o paru detalach, możliwych usprawnieniach auta ale ostatecznie zostałem przy podstawowych zmianach o których już pisałem i uzbroiłem się w cierpliwość. Teraz trochę chronologii:

1-4 marca – pytałem jak tam postępy przy aucie, prosiłem też o jakieś zdjęcia z etapów remontu. Zdjęć nie dostałem, poznałem za to pierwszy termin zakończenia remontu – Koniec marca 2019 roku.

25 marca – po kilku moich wiadomościach bez odpowiedzi dostaję informację że walczy z hamulcami i przygotowaniem reszty blacharki do malowania. Pytam o ile remont się przeciągnie – brak odpowiedzi. Proszę o kontakt telefoniczny – dostaję info że jak będzie miał czas to zadzwoni.

Od tego momentu kontakt był telefoniczny – mniej więcej co miesiąc pytałem jak z autem i po kilku dniach dobijania się dostawałem krótkie info że coś tam podłubał ale ma straszne urwanie głowy i nie miał czasu nad tym przysiąść. Ale że za miesiąc powinno być gotowe. W międzyczasie mój przyjaciel, przyjaźniący się również z gościem wykonującym remont, ciągle zapewniał mnie że warto gościowi zaufać, na pewno zrobi to auto, zrobi je dobrze, tanio i trzeba się po prostu uzbroić w cierpliwość bo naprawdę ma dużo spraw na głowie a auto robi po godzinach, w wolnym czasie.

W lipcu/sierpniu udało mi się dodzwonić i poinformować że za tydzień/dwa wyjeżdżam na miesiąc z hakiem. Pytam czy uda mu się skończyć auto przed moim wyjazdem – raczej nie. Ale po moim powrocie już na 100% będzie gotowe, na pewno, bez dwóch zdań. Nawet się zaśmiał że mam jakieś wątpliwości.

Po powrocie, w pierwszej połowie września, zadzwoniłem i dowiedziałem się że auto ciągle jednak nie jest gotowe bo gość miał urwanie głowy ALE będzie NA PEWNO gotowe za… jakiś miesiąc. Postępy prac? Ponoć malowanie auta. Może jakieś zdjęcia? Cisza. Wtedy stwierdziłem że będę szukał czegoś innego na własną rękę bo ciągłe przekładanie terminu zaczyna wyglądać coraz mniej przekonująco, na co gość wzruszył ramionami. Kilka dni później pojechałem obejrzeć pewnego UAZa w Nowym Sączu który wyglądał bardzo dobrze, nie miał praktycznie żadnej korozji i był sprawny – na miejscu dowiedziałem się jednak o pewnym problemie ze sprzęgłem. Z obawy że może się do końca rozsypać przy powrocie do domu, po dłuższej rozkminie jednak nie zdecydowałem się na kupno. Przy okazji stwierdziłem że jeśli auto nie sprzeda się a ja nie znajdę nic innego, być może wpadnę z lawetą. Do tego jednak nie doszło – UAZ znikł z ogłoszeń po jakimś czasie a ja ciągle szukałem czegoś innego, najlepiej jednak nieco bliżej.

Na początku listopada dostałem od gościa telefon że przysiadł teraz nad autem na całego, przymierzył hamulce (zabrał się za to po 9 miesiącach!) i okazało się że przez nowe zaciski oryginalne koła 15 calowe nie podejdą i trzeba zmienić je na rozmiar większe. Przy okazji, potrzebna jest zaliczka na nowe, większe opony, na plandekę i coś tam jeszcze. W sumie – 5000zł. Wysłał mi umowę, po paru konsultacjach i zmianach odesłałem zmodyfikowaną wersję. Między innymi dodałem termin – 31 stycznia 2020. Tak długi był z resztą na moją prośbę – gość twierdził że spokojnie skończy auto do końca roku, ja jednak żeby nie musiał się spieszyć a co za tym idzie robić czegoś na odpierdziel zaproponowałem jeszcze miesiąc więcej. Zapewnił mnie że tak czy inaczej na pewno skończy auto przed terminem a nowa umowa została przez niego zaakceptowana i otrzymałem podpisaną wersję. Wysłałem przelew.

14 grudnia dostałem od znajomego który zawitał w tamte okolice zdjęcia (od gościa remontującego auto przez cały czas nie dostałem ani jednego) po których trochę szczęka mi opadła. Auto przez 10 miesięcy nie zmieniło się ANI TROCHĘ. Wtoczył je do szopy, założył starą maskę (która z tego co zrozumiałem powinna być już dawno pomalowana tak jak i reszta elementów) i zarzucił pierdolnikiem. Wszystkie wcześniejsze zapewnienia o postępach prac, przygotowaniu do malowania, malowaniu i składaniu auta były zwykłym kłamstwem. Nic dziwnego, że nie wysyłał zdjęć.

Założona została stara maska. Wygodniej na niej kłaść różne graty, z silnika pewnie spadały. Zdjęcie zrobił i przysłał mi znajomy.
Zestaw „zrób-to-sam”. Widać ogrom postępów poczynionych w ciągu około 10 miesięcy. Zdjęcie zrobił i przysłał mi znajomy.
Nowe opony na odświeżonych felgach. Niestety – nie chciały dogadać się z nowymi hamulcami. Zdjęcie zrobił i przysłał mi znajomy.

Trudno – umowa jest, termin jest. Co może pójść nie tak? Poczekam do końca stycznia. Jak możecie się domyślić, zadzwoniłem do gościa kilka dni przed terminem i zapytałem co tam jak tam. Usłyszałem, że jest jakiś problem ze ściągnięciem odpowiednich opon z Rosji i niestety trzeba poczekać. A poza tym, elementy auta są już malowane i będzie gotowe… Niedługo. Z rosnącym zrezygnowaniem ale trzymając się jak debil zapewnień przyjaciela że ten gość jest po prostu strasznie zabiegany ale to solidna firma godna zaufania czekałem dalej.

Jakoś na przełomie lutego i marca po moim telefonie usłyszałem właściwie to samo co wcześniej – nie ma opon ale auto się składa. Na początku kwietnia identyczna śpiewka. To już było za dużo, szczególnie że termin na umowie upłynął 31 stycznia. Zrezygnowałem z dalszej współpracy i poprosiłem o zwrot zadatku. Na to gość się wkurzył, powiedział że nie odda mi całości bo wydał już część na kupno nowych felg i czegoś tam jeszcze i w takim razie nie potrzebuje tych rzeczy. Jak chcę to może mi je wysłać kurierem i oddać tylko część zadatku. Będąc w lekkim szoku spokojnie odpowiedziałem że ja tym bardziej nie potrzebuję tych felg, chcę całość zadatku, mamy umowę w której jest odpowiedni zapis a za to nie ma nich o zwrocie felg czy innych zakupionych w trakcie remontu części. Wspomniałem też coś o ewentualnym sądzie. Gość powiedział że jakby wszystko w takiej umowie zawrzeć to miałaby ze 40 stron, on może spróbować sprzedać te felgi i wtedy (kiedy?) oddać mi pieniądze ale żebym go nie straszył sądami bo on dobrze wie jak takie umowy działają i że nic mi to nie da. Mniej więcej na tym rozmowa się zakończyła.

Mamy 15 kwietnia 2020 roku jak to piszę. Wysyłam pisemne wypowiedzenie umowy z powodu niedotrzymania terminu i żądanie zwrotu zadatku, jednocześnie wydłużając w geście dobrej woli termin zapłaty i w przypadku wcześniejszej spłaty rezygnując z odsetek. Mimo że w takiej sytuacji mam teoretycznie możliwość żądania dwukrotności wpłaconego zadatku. Jeśli w ciągu miesiąca kasy niet, wtedy idziemy na drogę sądową.

Co dalej?

Czekam na odpowiedź, na pieniądze albo na brak odpowiedzi. W każdym razie, obecnie innego auta nie kupię przez obecną epidemię i przez to że pieniądze mam obecnie zamrożone w formie tego fantastycznego zadatku którego gość nie chce mi zwrócić. Ręce mi opadają, nie mam pojęcia kiedy uda się coś zorganizować, nagrać kilka obiecanych filmów i podziękować jakoś oficjalnie wszystkim którzy się na ten cel dołożyli na lajwach.

Całość może brzmieć jak nadmiernie i niepotrzebnie skomplikowana historia która mogłaby być prostym kupnem samochodu opisanym w jednym zdaniu. Niestety takiego mam wewnętrznego Janusza że kupując coś bardzo ciężko mi się zdecydować, szukam jak najlepszej rzeczy za jak najmniejszą cenę. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej jeśli chodzi o bardzo duże (jak dla mnie) kwoty rzędu kilkunastu tysięcy złotych – nie na co dzień wydaję tyle pieniędzy. Nie chciałem się spieszyć, dobrze je wydać no i wyszło jak wyszło.
Życie.

 

31 komentarzy

  1. bloosty pisze:

    ciekawe czy sie kiedys doczekamy na uaza pewnie z 1 rok jeszcze poczekamy o ile dozyjemy

  2. Feainnwedd pisze:

    *Honker noises in the background*

  3. Kresh23 pisze:

    Niestety takie są czasem realia :/ no co poradzisz… Trzymam kciuki żeby udało się tobie nabyć uaza takiego jakiego chcesz! Pozdro

  4. Tuni000 pisze:

    Współczuje Albrechtowi

  5. MisterKali pisze:

    mechanik jak mechanik, zawsze można było na takiego trafić (zwłaszcza u nas w kraju), najsmutniejsze w tym jest to, że właściwie kolega nabił Cie na takiego partacza motoryzacji :/

    Czym sie Valkizu

    • Pawlo V12 pisze:

      Po przeczytaniu tej historii łza się w oku zakręciła. Przykro mi ale takie życie. Trzymaj się Avalkiz. Pozdro

  6. Rekinbol pisze:

    Aj curamba :/

  7. Eryq002 pisze:

    Jak tu się konto tworzy?

  8. Włócznianiepokoju pisze:

    Trzymaj sie Avalkiz wszystko będzie dobrze. Jak nie zwróci zadatku to do „płokuratury” z nim KEKW.

  9. Wizment pisze:

    Pewnego dnia przyjdzie ten moment w nagrodę za cierpliwość i znajdziesz upragnionego UAZ’a w którym zakochasz się od pierwszego spojrzenia. Pozdrawiam

  10. konanik pisze:

    Oby spotkała tego pana sprawiedliwość za bycie parszywym januszexem. A tak z innej beczki to dobrze się to czytało, jakbyś zawodowo zajmował się tego typu artykułami 🙂 .

  11. Maters pisze:

    Trzeba było mówić, że na Podkarpaciu będziesz to chociaż jeden urbex bym ci pokazał, a jest co zobaczyć. Szkoda tego uaza.

  12. BOoklyy pisze:

    Też miałem podobną sytuację ale nie z autem tylko z fotowoltaiką.
    Na szczęście rok po terminie koleś skończył instalacje.
    A na dodatek kuzyn miał majstra, który nie wypłacał mu całych kwot tylko 80% i reszty nie chciał oddać.

    Trzymaj się valkiz.

  13. Firebree pisze:

    A to m**** jedna wielka.
    Jeżeli jednak sąd wejdzie w grę, możemy być twoimi świadkami.
    Całe 100 000 twoich widzów haha.
    No jest to przykre. Trzymaj się Valkiz, życzę dużo szczęścia

  14. Jogi Michu pisze:

    Polecam e-sąd w Lublinie. Sprawa jest prosta. Jest umowa, na niej terminy. Brak protokołu przekazania auta przed datą z umowy skutkuje dla zleceniobiorcy karą w postaci zwrotu podwójnej wartości wpłaconego zadatku przez zleceniodawcę. Skany umowy i bodajże Twojego dowodu. Wypełnienie „kilku” papierków i sprawa w miesiąc czasu będzie rozstrzygnięta. Mogę tutaj zaryzykować twierdzenie, że na Twoją korzyść:) De facto nie musisz nigdzie jeździć na rozprawy. Ja tak odzyskałem „parę/kilka” PLN swego czasu od upadającej sieci siłowni;)

  15. woha76 pisze:

    Ja bym starał się jak najwięcej kasy od tego mechanika wyciągnąć.

  16. kenross pisze:

    Dokładnie tak jak pisze „woha76”.
    Przeczytaj dokładnie umowę czy nie ma żadnych haczyków i bierz od oszusta to co ci się należy czyli podwójna stawkę zaliczki. Nie okazuj dobrego serca dla typa który cię oszukiwał przez rok. Takich trzeba tępić. W przeciwnym razie będzie dalej tak żerował i oszukiwał innych, a jak raz np. ty mu przywalisz… to na następny raz może się zastanowi… albo dzięki temu że nie będzie miał kasy i się wysprzeda żeby tobie zapłacić to zamknie interes i to będzie najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich. Co ciebie obchodzi ile on wydał na części. Umowa jest umową nie wywiązał się z niej, jego problem i on musi za to ponieść konsekwencje !!! A czy on wsadził w ten samochód 1 zł czy 1 mln zł to już ciebie nie obchodzi. Ty miałeś dostać samochód w danym terminie za dana kwotę.
    Pozdrawiam i mam nadzieję że zdecydujesz się działać zgodnie z prawem i odbierzesz podwójną zaliczkę. Tu nie chodzi o to żebyś ty był zarobiony, ale o to żeby tępić takich oszustów i nie czuli się bezkarni.

  17. lewy230x pisze:

    Daj posta na fb w grupach uazowych w których jesteś, ludzie tam pomocni, myśle ze coś poradzą i podpowiedzą co w takiej sytuacji można zrobić. W ekipie mamy 5 takich gratów, robimy je sami, wiec jak masz jakieś pytania odnośnie tych samochodów to pisz.

  18. bamb0och pisze:

    Przykro się to czyta/słucha na lajwach, wiem coś na ten temat, bo sam też się sądziłem o zaliczkę na auto. Tak jak piszą inni, nie odpuszczaj mu, niech się nauczy, przytoczę fragment ostatniego (s05e09) odcinka Better Call Saul, wiem że oglądasz:
    – Wszyscy dokonujemy wyborów.
    – A one kierują nas na pewną ścieżkę.
    – Czasem wydają się nieistotne, ale prowadzą do określonej ścieżki.
    – Myślisz o zejściu z niej, ale w końcu na nią wracasz.
    – To ona zaprowadziła nas na pustynię, do tego, co się wydarzyło i do sytuacji, w której znajdujemy się teraz.

    Pamiętaj, że przegrana strona ponosi koszty postępowania sądowego, takie małe przypomnienie, że jak masz wydawać kasę na sprawy związane z procesem, to dbaj o to żeby druga strona to poczuła. W moim przypadku druga strona poniosła ponad 30% więcej kosztów, nie licząc odsetek, w porównaniu do tego jakby oddała mi pieniądze w cywilizowany sposób.

  19. jooooop pisze:

    Nie martw się Avalkiz, wszystko będzie dobrze.

  20. kefmif pisze:

    Szkoda 🙁
    Mam nadzieje że wszystko się uda.
    Ten typ to po prostu krętacz. Niech odda pieniądze czym prędzej.
    W sądzie to se on poradzi tak jak z malowaniem UAZa.

  21. Nieznajomy Hubert pisze:

    Ten typek to jakiś debil wkurzając się na coś co sam podpisał *mam na myśli tą umowę z pieniędzmi*. Oby wszystko się udało panie Valkiz.

  22. A weź rtx2080ti se kup

  23. Oszołom z piwnicy pisze:

    +1 byq

  24. Lech mech pisze:

    OOOOOOO
    Pałkiz co z uazem a bardziej co z hajsem

  25. mif_yt pisze:

    UAZalkiz, kiedy jakiś Update, bo trochę Sadge że tak umilkło i nie wiadomo nawet co z Januszem mechanixem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *